Leczo do słoików na zimę



Nic tak nie przywołuje letnich wspomnień w środku zimy jak słoik pysznego lecza z sezonowymi warzywami. Teraz gdy warzywa są najbardziej dojrzałe, a ceny bardzo poszybowały w dół warto schować lato pod zakrętki i cieszyć się nim cały rok. Choć krojenia było sporo to szybko się z nim uporałam, bo #MyVictorinox mi towarzyszył. Do słoików nie dodaję cebuli i kiełbasy, żeby słoiki spokojnie wytrzymały kilka miesięcy, a dopiero po otwarciu dodaję na świeżo składniki, które łatwo się psują. Porcję możecie modyfikować dowolnie od zasobności waszej spiżarni, z tego przepisu wychodzi 5 litrowych słoików.




Składniki:


- 2 kg pomidorów

- 2 kg cukinii
- 1,5 kg czerwonej papryki
- 5 ząbków czosnku, (opcjonalnie jeśli lubicie)
- 2 łyżeczki suszonej bazyli
- 2 łyżeczki ziaren ziela angielskiego 
- 1 łyżeczka pieprzu ziarnistego 
- kilka liści laurowaych
- 2 łyżki soli, dałam morską
- świeże liście selera lub lubczyku
- olej
- woda

1. Wszystkie warzywa myjemy i kroimy w kostkę. Młode cukinie nie obieramy z łupiny, obieramy tylko te duże i twarde, jak również usuwamy z nich gniazda nasienne. Z pomidorów usuwamy zielony trzon, skórkę zawsze zostawiam, ale jeśli wolicie bez skórki to należy pomidory sparzyć, a następnie ściągnąć skórkę.

2. W dużym rondlu rozgrzewamy olej, podsmażamy paprykę przez 10-15 minut, następnie dodajemy cukinie i podlewamy wodą, nie za dużo, leczo ma być gęste. Po 15 minutach dodajemy pomidory, dokładamy wszystkie przyprawy i razem dusimy ok. 20 minut uzupełniając odparowaną wodę jeśli jest potrzeba.

3. Przygotowujemy słoiki, napełniamy gorącym leczo, zakręcamy i pasteryzujmy w kąpieli wodnej przez 10 minut.





Cukinia z bobem i kaszą prosto z patelni


Ja nie mogę przerobić nadmiaru i obfitości cukinii w tym roku. Wiecie co jest fajne?, jak zrobisz coś tak dobrego, że dzieci które się krzywią na wspomnienie warzyw przychodzą po dokładkę!. Przepis jest mega prosty, a danie pyszne, kluczowa rola to dobrze podsmażony na rumiano czosnek, który idealnie podkręca smak.

Składniki:

- 1/2 szklanki kaszy bulgur
- 1 i 1/2 szklanki dobrego domowego bulionu
- 1 szklanka bobu
- 1 mała cukinia
- 3 żabki czosnku
- olej rzepakowy lub oliwa
- sól
- pieprz

Kaszę i dodatki znajdziecie w dobrym sklepie www.Skworcu.com.pl.

1. Kaszę gotujemy w bulionie do czasu aż wchłonie się cały płyn. Bób gotujemy w lekko osolonej,nie należy go rozgotować, lepiej jak zostanie al dente.

2. Na patelni rozgrzewamy oliwę i smażymy na rumiano drobno pokrojony czosnek, a następnie dodajemy pokrojoną w plastry cukinie i razem smażymy kilka minut. 

3. Łączymy ze sobą kaszę, bób i cukinie, wszystko razem smażymy na patelni doprawiając pieprzem. Sól dodajemy jeśli jest potrzeba, ja wolę mniej soli, a więcej smaku warzyw.



Tatar wołowy


Zwolenników tatara jest wielu, a są też tacy co słyszeć nie chcą o jedzeniu surowego mięsa, a  ja jako jedyna w domu bardzo go lubię i zawsze robię przy okazji imprez gdy wiem, że ktoś chętnie go ze mną zje. Do tatara wybieram zawsze najwyższej jakości mięso wołowe, idealnie do tego nadaje się polędwica. Teraz kupiłam piękny kawał ligawy i domownikom przygotowałam gulasz a dla siebie tatara. Dodatki zmieniają się i dopasowują do upodobań, dawniej flagowym dodatkiem była cebula i żółtko, a teraz staram się to urozmaicać i bardzo często podaje go z oliwkami i grzybami leśnymi, oczywiście cebula, ogórki pozostały niezmienne.

Składniki na 2 porcje tatra:

- 40 dag polędwicy wołowej
- 3 lub 4 ogórki, konserwowe zmieszane z kiszonymi pół na pół
- cebula
- garść oliwek
- pół słoiczka grzybów marynowanych, u mnie borowiki
- po łyżeczce musztardy łagodnej i pikantnej, dałam kielecką i rosyjską
- 3 łyżki oliwy
- sól
- pieprz
- sok z cytryny, czasem dodaje ale nie jest to konieczne
- 2 żółtka

1. Mięso mielimy w maszynce lub kto bardziej wytrwały i cierpliwy może go bardzo drobno pokroić. Dodajemy musztardę, oliwę i doprawiamy do smaku solą i pieprzem.

2. Formujemy koło, robimy wgłębienie do którego wbijamy żółtko, a po bokach dajemy drobno pokrojone dodatki na jakie mamy ochotę.



Pomidory w kawałkach do słoików na zimę, najprostsze


Latem jakoś o bezczynność trudno, jak się skończą ogórki to są pomidory, jak nie dżemy to kapusta, że już o nalewkach nie wspomnę i tak w koło Macieju. Zaletą tych słoikowych skarbów jest to, że mamy pewność co w nich zamykamy i o chemii i sztucznych dodatkach można zapomnieć. Dostałam 10 kg pomidorów i szczerze mówiąc koncentratu robić mi się nie chciało, a ten przepis to najłatwiejszy i najszybszy sposób na Polskie pyszne pomidory w środku zimy. 

Z tej porcji wychodzi ok. 13 litrowych słoików.

Składniki:

- 10 kg pomidorów
- 3 litry wody
- sok z 4 cytryn
- 4 łyżki soli, niejodowanej, ja dałam morską
- opakowanie suszonej bazyli

Dodatkowo:

- wrząca woda do parzenia pomidorów


1. Nacinamy skórkę na pomidorach na krzyż i wrzucamy je do wrzątku na 3 minuty, partiami po kilka sztuk, następnie wyławiamy i zdejmujemy z nich skórkę, kroimy na czwórki i wycinamy zieloną część. Wszystkie soki które wypłyną podczas krojenia starannie zbieramy przekładamy do rondla.

2. Pomidory przekładamy do dużego garnka, gdy wszystkie są obrane i pokrojone dodajemy sól, sok z cytryny i bazylię, dolewamy 3 litry wody i doprowadzamy do wrzenia, gotujemy ok. 10 minut. Wyparzone słoiki napełniamy pomidorami i powstałym sosem, zamykamy i pasteryzujemy ok. 15-20 minut w kąpieli wodnej.



Sierpień, czas zbiorów i końca lata


Życie zatoczyło nieubłagalnie koło i teraz ja jestem po tej stronie, która mówi...za moich czasów... 

Czas wsi, domu rodzinnego i dzieciństwa sprawiają, że mam w głowie bezpieczną furtkę z której zawsze mogę skorzystać alby przywołać miłe wspomnienia. 

Sierpień to żniwa, ja jako najmłodsza z rodzeństwa robiłam powrósła ze słomy, brat i Tato kosili kosami, a moja Mama i siostry podbierały i stawiały snopki. Chodziliście kiedyś po ściernisku bosymi nogami?, bo ja tak i wcale mi się to źle nie kojarzy...a myszy całe gniazda w snopkach kiedy się je zbierało z pola...ale było pisku i nie wiadomo kto bał się bardziej ja czy mysie rodziny...i jeszcze młocka i moje miejsce w stodole, bo byłam deptaczem, a pod koniec dnia wypadałam stamtąd czarna jak kominiarz i pędziłam co sił w nogach do rzeki, o Jezu jak to była przyjemność po całym dniu...i tak niewiele do szczęścia potrzebował człowiek...

Proste życie i proste zasady...praca i obowiązki, czas na odpoczynek, jemy to co urośnie....za moich czasów...ech... 

Dziękuję Ci Moja Kochana za to, że pozwalasz mi na boska pobiegać miedzy swoimi grządkami...


















Tarteletki ze śliwkami na kruchym spodzie



Za starym domem Babci był jeszcze starszy sad...jabłka, gruszki i śliwy i ogromniasty orzech też był.. całe lato do późnej jesieni było to miejsce biegania na boska (choć nie raz osa użądliła), Tato kosił trawę kosą i owoce zawsze się jadło prosto z drzewa i odpoczywało się w ich cieniu. Śliwy słodkie i soczyste...ech to były czasy... Moje tarteletki dzisiaj dość niedbałe i lekko potargane, ale takie pyszne, że wodzą człowieka na pokuszenie...

Ciasto kruche:

- 25 dag mąki
- 10 dag masła
- 10 dag cukru
- 1 jajko
- wanilia z jednej laski

Dodatkowo:

- śliwy
- cukier brązowy do posypania

1. Z podanych składników szybko i energicznie zagniatamy kruche ciasto, a następnie odstawiamy na godzinę do lodówki.

2. Przygotowujemy formę na babeczki lub inne ceramiczne naczynia, smarujemy ranty masłem i wykładamy kawałkami rozwałkowanego ciasta. Kroimy w cienkie plastry śliwy i wypełniamy nimi formy, wierzch posypujemy cukrem brązowym.

3. Pieczemy w 200 C, przez ok. 20- 25 minut, aż ciasto zbrązowieje.